W pln euro czy może frankach

Marzec 29
01:18 2010
Oceń ten artykuł

Kiedy o kryzysie nawet nie myślano polityka kredytowa banków zmierzała w kierunku udzielania jak największej ilości kredytów i obie strony – kredytobiorcy oraz banki – były zadowolone. Banki, ponieważ ich obroty z każdym dniem rosły, kredytobiorcy, ponieważ mogli kupować mieszkania, samochody, nieruchomości, których za własną gotówkę nigdy by nie kupili. Oferta kredytowa również była szeroka i w miarę atrakcyjna, było więc w czym wybierać. Najczęściej wybieranymi kredytami były kredyty mieszkaniowe oraz samochodowe, natomiast najpopularniejszym kredytem był kredyt walutowy szczególnie we frankach szwajcarskich. Mniej natomiast kredytobiorcy interesowali się kredytami w euro.Oczywiście każdy chciałby, aby kredyt był na jak najkorzystniejszych warunkach i przed kryzysem takie kredyty można jeszcze było dostać. Korzystne kredyty, a nie dobre kredyty, bowiem kredyty z natury rzeczy nie są dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej w dzisiejszej dobie, kiedy nie dość, że o kredyt jest bardzo trudno, bowiem banki znacznie zaostrzyły warunki kredytowe i już nie szastają tak kredytami jak to było do niedawna, to jeszcze znacznie zwiększył się koszt kredytu. Obojętnie czy jest to kredyt w złotówkach czy kredyt walutowy. Z ostatnich doniesień prasowych wynika, że rzeczywisty koszt kredytu sięga nawet 60 i więcej procent. Niemal wszystkie banki stosują lichwiarskie zasady w pożyczaniu pieniędzy. Czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o dobrych kredytach i czy istnieje najkorzystniejszy,  najlepszy kredyt? Mało prawdopodobne. Na szczęście są jeszcze banki, które nie dały się zwariować i w miarę uczciwie traktują swoich klientów.  Do takich banków zaliczają się 2, słownie dwa banki: Volkswagen Bank Direct oraz Nordea, w których koszt kredytu będzie dla nas najniższy i wynosi poniżej 20 procent. I tylko w tych bankach możemy otrzymać w miarę najlepszy kredyt, ale nie oszukujmy się bedzie to najlepszy kredyt z najgorszych. Takie dane na temat banków zamieścił dziennik gazeta prawna, więc mamy prawo przypuszczać, że są prawdziwe. Banki tłumacza się, że taka sytuacja spowodowana jest kryzysem, nic podobnego, banki po prostu nauczyły się omijać ustawę antylichwiarską. Przypomnijmy, że zapisy tej ustawy ograniczają wysokość nominalnego oprocentowania do wysokości czterokrotności stopy lombardowej NBP. W chwili obecnej wynosi to około 20% i rzeczywiście banki nie przekraczają tego oprocentowania, ale przygotowały nam niespodziankę opakowując kredyt w ekstra opłaty, takie jak prowizja od jego udzielenia, opłata przygotowawcza, odpowiednio wysoka marża oraz konieczność wykupienia przez kredytobiorcę ubezpieczenia kredytu. Ale i tak o kredyt nadal jest bardzo trudno. W niektórych sektorach banki jednak łagodzą swoją politykę kredytową, szczególnie traktując kredyt walutowy, a konkretnie kredyt w euro. Kampania reklamowa banków przyniosła taki skutek, że wraz za coraz większym zainteresowaniem klientów kredytami w euro zainteresowała się też tym komisja nadzoru finansowego. KNF ma wiele zastrzeżeń do banków między innymi do nieinformowania klientów co może ich czekać w przypadku znacznych wahań kursu euro. Tak czy inaczej o kredyty nadal jest trudno,a banki – przynajmniej na razie – nie myślą łagodzić swojej polityki kredytowej.