W euro czy w złotówkach

Kwiecień 12
05:15 2010
Oceń ten artykuł

Opinie analityków finansowych u progu wiosny są dość łaskawe dla rynku kredytów mieszkaniowych, być może wynika to stąd, że niektóre banki zaczanają łagodzić swoją politykę kredytową. Szczególnie kredyty dewizowe, a konkretnie w euro cieszą się wśród banków oraz ich klinetów największym wzięciem. W sytuacji tej należałoby sprecyzować co to są kredyty dewizowe. Otóż są to kredyty udzielane w obcych walutach, a ich atrakcyjność zazwyczaj polega na relatywnie niższym oprocentowaniu. I dlatego między innymi kredyty dewizowe cieszą się większym zainteresowaniem niż kredyty w złotówkach. Można jeszcze dodać, że ich spłata zazwyczaj odbywa się w walucie obcej lub złotych według kursu obowiązującego w dniu spłaty. Co to oznacza w praktyce? A no to, że to kredytobiorca bierze na siebie odpowiedzialność, a w zasadzie ryzyko za różnice kursowe. Jeżeli jeszcze do niedawna najbardziej popularną walutą kredytową był frank szwajcarski, to od czasu kryzysu, najbardziej preferowaną przez banki walutą jest euro.
– No właśnie. W ostatnim okresie banki szczególnie upodobały sobie kredyty w euro i to przede wszystkim w tej walucie można najczęściej kredyt dostać. W euro też można liczyć na upusty, rabaty i promocje. Trend ten zaniepokoił nie tylko klientów, którzy wcale nie są tacy przekonani o wyższości euro nad frankiem czy złotówką, ale i komisję nadzoru finansowego, która zainteresowała się już kredytami w euro. Trzeba bowiem wiedzieć, że kredyty dewizowe, w tym w euro charakteryzują się zazwyczaj wyższą marżą niż kredyty w złotówkach. No i właśnie to kredytobiorca, a nie bank bierze na siebie ryzyku wahania kursu walut. Tymczasem rynek nadal jest niestabilny, kryzys wcale nas nie opuścił, a takie kredyty są długoterminowe i wiele w tym czasie może się zdarzyć. Wydaje się, że wielu kredytobiorców nie zdaje sobie do końca z tego sprawy, to między innymi dlatego komisja nadzoru finansowego ma zastrzeżenia do działalności banków, mimo, iż te nia łamią przecież prawa. Sprawa polega tylko na doinformowaniu klienta o ryzyku jakie bierze na siebie. Ostatnio na przykład NBP osłabił złotego w stosunku do walut obcych, co zaskutkuje wzrostem rat kredytowych. Nie są to może duże kwoty, ale są. Poza tym trudno przewidzieć jak rozwijać się będzie sytuacja gospodarcza na polskim rynku – ostrzega doradca finansowy.
I ma wiele racji, bowiem nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć na rynku finansowym, tymczasem sygnały napływające z tak zwanego zachodu oraz USA wcale nie nastrajają optymistycznie. Dlatego przed podjęciem decyzji o kredycie w euro musimy dobrze zastanowić się czy w razie czego ryzyko jakie bierzemy na siebie nam się opłaci. Tymczasem banki rzeczywiście idą w euro zmniejszając marże i prowizje, a czasami nawet przy promocjach rezygnują całkowicie z prowizji. Jak jeszcze długo potrwa ta sytuacja nikt dokładnie nie wie, ale skoro klienci mają do wyboru albo kredyt w euro albo niepewność czy w ogóle taki kredyt dostaną, wiadomo jaka będzie ich decyzja.