Nie kuś losu

Nie tak odległy jest czas, kiedy o kredyty było bardzo łatwo, kiedy banki dosłownie wciskały nam karty kredytowe, kiedy kredytobiorcy mieli po kilka, a nawet kilkanaście kredytów i nie mniej kolorowych kartoników w portfelach. Ten czas już się skończył, ale nie oznacza to, że skończyły się również kłopoty kredytobiorców, którzy mieli i nadal mają kłopoty ze spłata kredytów, a i spłata karty jakoś im nie wychodzi. Co w takich sytuacjach? Z pewnością wcześniej czy później do takich osób pofatyguje się windykator lub komornik. Ktoś może powiedzieć, że tak może w istocie się stać, ale tylko w przypadku kredytów. Natomiast ta czy inna spłata karty nie jest aż takim wykroczeniem i komornik w tym przypadku to chyba przesada. Nic bardziej błędnego – spłata karty jest tak samo ważna jak kredytu gotówkowego. A cóż innego jest zadłużenie kartą jak nie zaciągnięcie w banku kredytu? Ostatnio takie zadłużenia idą w wielomilionowe już kwoty, więc tym bardziej spłata karty tak samo jest ważna jak każdego innego kredytu. Jeżeli tego nie zrobimy, możemy się nawet spodziewać wizyty komornika. Co może pan komornik? Komornik niemal zawsze kojarzy się nam z kłopotami oraz dużą forsą. W klan rodziny komorników  bardzo trudno wejść przeciętnemu zjadaczowi chleba. Nawet jeżeli był prymusem na studiach prawniczych. Komornicza rodzina nie chce mieć w swoich szeregach obcych. Komornicy są też postrzegani jako osoby wyzute z jakichkolwiek skrupułów, dla których liczy się tylko forsa. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Czy zatem można dziwić się, że często zmuszani są do rejterady przez zdesperowanych dłużników? Ale wracają, najczęściej w towarzystwie mundurowych. Często zadajemy sobie pytanie po co i za ile  to robią? Czy jest to kasa warta aż takich upokorzeń? Odpowiedź na to pytanie daje Wirtualna Polska. Otóż panom komornikom należy się 15 procent od sumy ściągniętych długów. Wprawdzie sąd może ten procent obniżyć, ale nie oszukujmy się, najczęściej takich praktyk nie stosuje. Niższa natomiast jest prowizja komornika od ściąganych należności z kont bankowych, czy też wynagrodzeń, bowiem wynosi 8 procent. Jednak tak naprawdę nikt się nie wie, prócz samego zainteresowanego, ile komornik potrafi miesięcznie wyciągnąć od dłużników. WP donosi, że nie tak dawno media informowały, iż jeden z komorników na Śląsku kasował miesięcznie około 250 tysięcy złotych… Warto być pogryzionym przez psy? Ponoć śląscy komornicy zarabiają największą kasę w kraju. Komornicy ripostują, że ponoszą duże koszty prowadzenia kancelarii, korespondencji, uzyskania informacji z wszelkiego rodzaju urzędów, szacowania wartości nieruchomości przez rzeczoznawców, słowem ich zdaniem biedny komornik prawie dokłada do interesu. A jeżeli nawet już coś mu zostanie z tego rozliczenia, to jest tego niewiele ponad średnią krajową. Takie bajki biedni komornicy mogą opowiadać niegrzecznym dzieciom, a nie dorosłym. Tak więc mamy prawo obawiać się wizyty komornika, ponieważ jeżeli już raz została uruchomiona procedura to z pewnością nie odpuści już dłużnikowi.