Marmury to za mało

Kwiecień 16
03:50 2010
Oceń ten artykuł

Banki w Polsce najmniej chyba odczuły skutki największego kryzysu, obojętnie czy są to banki w warszawie czy banki w rybniku. Ale mimo tego klienci o polskich bankach nie mają zbyt dobrego zdania, mimo, że w sondażu przeprowadzonym w czasie największego kryzysu obdarzyły banki ponad 60 procentowym zaufaniem. Nie minął rok, a banki w klasyczny dla siebie sposób roztrwoniły ten kapitał. Przykładem niech będzie polityka kredytowa banków. Miała złagodnieć, a stale jest zaostrzana, szczególnie dotyczy to gotówkowych kredytów konsumpcyjnych. Wprawdzie oferta niewiele się zmieniła, nadal wiele w niej propozycji typu: kredyt bez zaświadczeń, bez bik czy kredyt tylko na dowód, ale to tylko czysty marketing. Takich kredytów już nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Obojętnie drodzy panowie bankowcy czy reprezentujecie banki w warszawie czy na przykład banki w rybniku. Sprawa druga to koszty kredytów – rzeczywiste koszty, a nie wyliczone na ulotkach reklamowych czy stronach internetowych. Banki oczywiście stosują się do przepisów i oprocentowanie kredytów, na które klienci najczęściej zwracają uwagę, jest w normie. Problem jest tylko w tym, że lawinowo rosną inne koszty takie jak: opłaty przygotowawcze, prowizje, marze, a także ubezpieczenia kredytów. Ostatnie kontrole Komisji Nadzoru Finansowego wykazały, że rzeczywiste koszty kredytów gotówkowych sięgają nawet 60-70 procent. KN F nie może nic zrobić, bowiem banki działają z godnie z przepisami i w majestacie prawa łupią skórę swoim klientom. I sprawa trzecia – obsługa. Jak informuje “Puls Biznesu”, znana międzynarodowa firma Dive Group przeprowadziła anonimowe badania jakości usług w ponad 100 oddziałach 20 banków, w największych miastach Polski. Wyniki nie stawiają banki w najlepszym świetle. Otóż, rzeczywiście lokale w których pracują bankowcy przedstawiają się imponująco, o wiele gorzej jest z kompetencjami, profesjonalizmem oraz zwykłym szacunkiem dla klienta. “Marmurowe schody banki już mają. Teraz pora inwestować w kadry, które nie radzą sobie z obsługą klienta”- napisał “Puls Biznesu”.
– I ma rację, bowiem w jednym z miast w oddziale banku pko bp na dojście do kasy czekałam 1,5 godziny. Na 6 czy siedem kas czynna była tylko jedna. Przecież to skandal i granda w biały dzień. Wiem, że w bankach również zaczynają już liczyć wydawane pieniądze, tylko gdzie szacunek dla klienta? – retorycznie pyta jedna z klientek.
Przypomnijmy jeszcze wyniki tej anonimowej kontroli. Otóż tajni klienci wspomnianej firmy na 97% ocenili stanowiska pracy bankowej, na 75% atmosferę, rozpoznanie potrzeb klientów na 69% , na 60% kompetencje pracowników, zakończenie rozmowy z klientem na 45% i na….11% za czekanie na obsługę. Czy zatem nie ma racji klientka, która opisała swoją przygodę z bankiem.  Aż strach pomyśleć co się dzieje w mniejszych miastach.