Czy stopy procentowe będą rosły?

Luty 12
09:06 2012
Oceń ten artykuł

Encyklopedyczna definicja mówi, że stopy procentowe to miernik przychodu, jaki przysługuje posiadaczowi kapitału z racji udostępnienia go innym. W przypadku sektora bankowego mamy do czynienia ze stopami oficjalnymi banku centralnego (w Polsce ich wysokość ustala Rada Polityki Pieniężnej) oraz rynkowymi – tak określa się oprocentowanie kredytów i depozytów pomiędzy bankami. Występuje również stopa nominalna (oficjalne oprocentowanie) i realna (oprocentowanie pomniejszone o wartość inflacji). Przy wyliczaniu oprocentowania kredytów i depozytów (ich stóp procentowych) banki posługują się stopą podstawową (lub bazową), której wartość ustalana jest indywidualnie w banku – na ogół w oparciu o stopy rynkowe. Oczywiście tym, czy będą rosły stopy procentowe, jesteśmy zainteresowani wszyscy, bo wszystkich nas to dotyczy. Jednak sam prezes NBP Marek Belka stwierdza, że obniżki stóp procentowych są mało prawdopodobne. Rada Polityki Pieniężnej podała w komunikacie, że referencyjna stopa procentowa NBP wynosi nadal 4,50 procent w skali rocznej. Decyzja RPP jest zgodna z oczekiwaniami. Wszyscy z 21 ankietowanych wcześniej przez ekonomistów byli zdania, że RPP utrzyma w lutym stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W ubiegłym roku RPP czterokrotnie podnosiła stopy procentowe: w styczniu, kwietniu, maju oraz czerwcu, łącznie o 100 punktów bazowych. Decyzja RPP oznacza, że stopa referencyjna NBP wynosi nadal 4,50 proc., stopa lombardowa 6,00 proc., depozytowa 3,00 proc., zaś redyskonta weksli 4,75 procenta. W ocenie prezesa NBP wysoki i stabilny wzrost gospodarczy w 2011 roku oraz dobre prognozy na rok bieżący raczej przybliżają zacieśnienie polityki monetarnej, niż jej luzowanie. Prezes banku centralnego dodał, że członkowie Rady z zadowoleniem przyjęli ostatnie umocnienie złotego, ponieważ zdecydowanie sprzyja to sprowadzaniu inflacji do 2,5 proc. celu NBP. Jednak nie należy, w jego ocenie, przywiązywać do tego faktu dużej wagi i na tym budować politykę pieniężną. Jest to bowiem aprecjacja wywołana wzrostem globalnego optymizmu, który w najbliższym czasie może się zmienić. Dlatego istotniejsze są dane napływające z polskiej gospodarki. – Rok 2011 zaskoczył nas in plus, a prognozy na pierwsze półrocze tego roku też są optymistyczne i prognozy o minimalnym wzroście gospodarczym można odłożyc na półkę. Nie spodziewamy się więc załamania wzrostu w I kwartale, a to oznacza, że przybliża nas to do podwyżek stóp procentowych – podsumował Belka.